CO TO ZNACZY, ŻE BÓG JEST NIESKOŃCZENIE DOSKONAŁY

Odpowiadając na powyższe pytanie, nie zależy nam zapewne na scholastycznych, abstrakcyjnych dociekaniach, lecz na odpowiedzi, która dotyczyłaby naszego życia i wnosiła w nie jakieś praktyczne przesłanie. W tym kierunku chciałbym poprowadzić tok rozumowania.

Warto sobie uświadomić, że w potocznym myśleniu pokutuje wiele przekonań na temat Pana Boga, których ostateczne źródło znajduje się w nieśmiertelnym Katechizmie podstawowym, opracowanym przez ks. dra Cz. Piotrowskiego (mam przed oczami wydanie XXIII, Księgarnia Świętego Wojciecha, Poznań 1972). Jest to „źródło teologiczne” dla wielu fundamentalnych poglądów i kwestii światopoglądowych, które przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie, przez całe lata kształtowały nasz sposób myślenia.

Krótka, ale ważna dygresja. Pamiętam słowa pewnego proboszcza, który zdradził mi swój sekret: „Wie ksiądz, te całe studia w seminarium, ta cała teologia… dla mnie to wszystko nie ma żadnego zastosowania. Ja to ciągle uczę dzieci z Katechizmu ks. Piotrowskiego! To jest konkret i sedno: ani słowa w prawo czy w lewo, tylko tak tak, nie nie. A całe to dzisiejsze egzystencjalne rozgadanie – psu na budę!” Wiele starszych osób do dziś potrafi recytować z pamięci formułki pytań i odpowiedzi, i na nich budować prosty (uproszczony) obraz Boga, świata i życia. „16. Kto to jest Pan Bóg? Pan Bóg jest to Duch nieskończenie doskonały, Stworzyciel nieba i ziemi. (…) 18. Dlaczego Pana Boga nazywamy Duchem nieskończenie doskonałym? Pana Boga nazywamy Duchem nieskończenie doskonałym dlatego, że posiada wszelkie doskonałości: jest wieczny, wszędzie obecny, sprawiedliwy, miłosierny. (…) 21. Co to znaczy, że Bóg jest sprawiedliwy? Bóg jest sprawiedliwy to znaczy, że Bóg za dobre wynagradza, a za zle karze, jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu. 22. Co znaczy: Bóg jest miłosierny? Bóg jest miłosierny znaczy, że Bóg łaskawie odpuszcza grzechy, gdy za nie żałujemy”.

Sądzę, że te katechizmowe formułki nadal mocno rzutują na naszą wizję Boga, wiary i życia. I to w stopniu niepomiernie większym, niż słowo Boże, dokumenty soborowe i współczesne nauczanie Kościoła koszule kapłańskie. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w dzisiejszym dynamicznym świecie te archaiczne formuły jakoś nie przystają do rzeczywistości i nie dają zadowalającej odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości. A bywa, że utwierdzają nas w jakimś oderwanym od życia systemie religijności, która nie potrafi kształtować w nas realnych postaw życiowych. Sądzę, że właśnie taka wizja doskonałości Bożej jest jedną z tych idei, które wypaczają nasze pojęcie świętości i życia wiary.

Kiedy mówimy o doskonałości, a w odniesieniu chrześcijańskim o świętości, to zwykle mamy na myśli jakąś abstrakcyjną wizję doskonałości, coś na wzór idealnego kryształu, w którym każdy atom jest na swoim miejscu i nic nie zakłóca ładu i harmonii nieożywionej natury albo też wizję „technologiczną” – niewiarygodne osiągnięcie nauki i techniki, superprocesor o niewyobrażalnych możliwościach.

Niestety, ten statyczny, „inżynierski” obraz często przenosimy do świata osób, wyobrażając sobie idea) człowieczeństwa i świętości na podobieństwo takiego doskonałego kryształu jako nieskazitelną bezbłędność, nadzwyczajne uzdolnienia, wolność od wad i słabości. W konsekwencji przyjęcie takiej wizji pociąga za sobą nieustanny, wewnętrzny konflikt i rozdarcie: z jednej strony jesteśmy przekonani, że mamy dążyć do takiego ideału; z drugiej – boleśnie doświadczamy swojej niedoskonałości, gorzej: całkowitej nieprzystawalności nawet do cienia ideału. I w efekcie rezygnujemy ze świętości w przekonaniu, że nawet największe wysiłki i tak nie przyniosą zadowalającego rezultatu.

Gdy Chrystus w swoim Kazaniu na górze (Mt 6, 43-48) kieruje do nas wezwanie: „Bądźcie i wy doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”, to na pewno nie ma na myśli takiego modelu doskonałości. Zwłaszcza, że nikt z ludzi nie jest w stanie zbliżyć się do tego ideału nawet na odległość roku świetlnego. Nigdy nie będziemy doskonali tak jak Bóg, a nawet biada nam, gdybyśmy spróbowali – skończylibyśmy jak Lucyfer! Jedyną „skuteczną” drogą realizowania takiego ideału może być tylko udawanie: taktyka, którą faryzeusze doprowadzili do perfekcji. Ale przecież nie o to chodzi, byśmy odgrywali świętoszków ani też nie o to, byśmy rezygnowali ze świętości. Chodzi 0 to, byśmy postawili sobie przed oczami autentyczny wzór świętości, czyli to, czego uczył nas słowem i przykładem sam Chrystus.

Gdy Chrystus mówił o naśladowaniu doskonałości Boga, to umieścił to wezwanie w ściśle określonym kontekście: chodziło o wielkoduszność w miłości, posuniętą aż do miłości nieprzyjaciół banery kościelne. Bo skoro Bóg zsyła deszcz pospołu na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, i ogrzewa życiodajnym słońcem złych na równi z dobrymi, to właśnie tu jest pole do realizacji ideału boskiej doskonałości. Ma to być doskonałość w miłości, a konkretnie: w przebaczeniu, czyłi w postawie wobec złych, wobec naszych winowajców. Zamiast ich nienawidzić i pragnąć dla niech kary czy zemsty, mamy się za nich modlić

1 okazywać im życzliwość. W tym ma się wyrażać nasza doskonałość wzorowana na boskiej: jest to podniesienie na wyższy, nadprzyrodzony poziom, miłości naturalnej, która polega jedynie na „odpłacaniu” dobrem za dobro i życzliwością za życzliwość.

Chrystus w swoim nauczaniu wielokrotnie nawiązywał do takiego rozumienia doskonałości i lokował jej ostateczne źródło w Bogu. Niezliczone przypowieści – o miłosiernym Ojcu, hojnym gospodarzu winnicy, dobrym pasterzu i wiele innych – ukazują nam Boga jako tego, który kocha człowieka miłością bezgraniczną i łaskawą, miłością – darem, która styka się z człowiekiem dalekim od doskonałości i podnosi go ku sobie.

Aby jednak to zrozumieć, słowa okazują się niewystarczające: apostołowie niejednokrotnie dali poznać, że nie pojmują i nie akceptują takiego ideału. To pokazuje, jak odległe jest nieraz nasze myślenie i wyobrażenie o Bożej doskonałości od rzeczywistego kształtu Bożego życia i działania. Dlatego po słowach Jezusa musiały nastąpić Jego czyny, które naocznie, w praktycznym działaniu, ukazały ideał i wypełnienie, czyli doprowadzenie do pełni doskonałej miłości Boga do człowieka: „Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1). Chrystus ukazał nam tę miłość w sposób drastyczny i zaskakujący, wręcz gorszący, adekwatnie do drastycznych i gorszących słów swego wcześniejszego nauczania.

Najpierw w Wieczerniku, w niewolniczym, służebnym geście umycia nóg, Chrystus pokazał, w którym kierunku mamy iść. Potem na krzyżu dokonał ostatecznego, doskonałego wypełnienia. A zatem znakiem doskonałości Boga, czyli ostatecznej miłości, wypełnionej i zrealizowanej do końca możliwości, stał się krzyż – najbardziej ohydne narzędzie śmierci. Śmierć krzyżowa, przynajmniej w swoich zewnętrznych, realistycznych przejawach, wydaje się być bardzo odległa od jakiegokolwiek ideału, zwłaszcza rozpatrywanego w kategoriach estetycznych. Co prawda, dziś krzyż nie robi już na nas takiego wrażenia jak ongiś, ale dla uczniów Jezusa i dla Żydów było to wielkie zgorszenie, wręcz przekreślenie całego posłannictwa i misji Mesjasza. Dopiero chwalebne Zmartwychwstanie ukazało ideał w pełnym blasku ostatecznej, docelowuj realizacji. I dlatego dla wszystkich naśladowców Jezusa krzyż stał się drogowskazem i znakiem miłości.

Wiele wzmianek w pismach Nowego Testamentu ukazuje miłość jako ideał i szczyt życia chrześcijańskiego, jako „więź doskonałości”, „drogę i kres doskonałości”, „drogę jeszcze doskonalszą”. Ostatecznie: „Bóg jest miłością. Kto trwa w miłości trwa w’ Bogu” (J 4, 9). W samym centrum życia wiaiy, w centrum Boga znajduje się miłość. Zmierzać do doskonałości, zbliżać się do Boga, to znaczy coraz pełniej żyć miłością.

Reasumując, Bóg jest nieskończenie doskonały, czyli jest samą miłością. Mówiąc ściślej, Bóg tak umiłował świat, że dał swego Syna, by przez Jego krzyżową śmierć i Zmartwychwstanie odkupić człowieka i przywrócić mu utraconą przez grzech godność dziecka Bożego. Dążyć do doskonałości, to znaczy naśladować Boga w miłości miłosiernej, w przebaczaniu, wielkoduszności i służbie.

CZY NAUKA KOŚCIOŁA JEST SPRZECZNA Z TEORIĄ EWOLUCJI?

Czytając pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju można odnieść wrażenie, iż Biblia przedstawia nam kreacjonistyczną wersję stworzenia świata. Miałby on powstać na przestrzeni kilku dni, podczas których Bóg powoływał do istnienia materię, świat ożywiony, a w końcu samego człowieka. Czy obraz stworzenia świata zawarty w Biblii przeczy teorii ewolucji (pod tym pytaniem zazwyczaj kryje się pojęcie ewolucji biologicznej)? Czy należy opowiedzieć się po stronie kreacjonizmu, czy też ewołucjonizmu?

Starotestamentalny tekst Księgi Rodzaju wskazuje, że wszystkie istoty żywe pochodzą ostatecznie od Boga. Słowo „stworzyć” zawsze łączy się z Bogiem jako podmiotem i oznacza powołanie czegoś do życia bez istniejącego uprzednio materiału. Świat został stworzony przez Boga, ze względu na człowieka będącego Jego partnerem w dialogu. Taką podstawową myśl przekazuje nam natchniony tekst. Nie jest on naukowym opisem stworzenia świata, lecz przekazem treści o charakterze religijnym: Bóg jest Stwórcą świata i człowieka. Otwartą kwestią jest sposób, w jaki świat został stworzony…

Dominujący dziś pogląd stanowi teoria ewolucji, pojmowana jako ciągły rozwój organizmów, które mają coraz bardziej złożoną budowę i dzięki temu pełnią różne funkcje. Organizmy przystosowują się do życia w otaczającym je środowisku, a także do gatunków, które z nimi sąsiadują. Czy należy zatem oddzielić treść religijną przekazaną przez Objawienie od wyników badań naukowych zmierzających do odpowiedzi, w jaki sposób powstał świat?

Teoria ewolucji w pełni zgadza się z nauką Kościoła, gdy nie wyklucza ostatecznego odniesienia do Boga Stwórcy. To, co istnieje, odnoszone jest ostatecznie do Boga -przyczyny istnienia. Jedynie Bóg nie ma przyczyny istnienia. Jan Paweł II podczas audiencji generalnej (29 I 1986 r.) powiedział: „Dlatego wypowiedzi (Biblii) nie sprzeciwiają się w żaden sposób ogólnej teorii ewolucji świata, jeśli ogranicza się ona do przy-rodoznawczo-weryfikowalnych wyników”, bowiem „rzeczy u samych swoich podstaw noszą ślady zależności; wszystkie one w swojej najgłębszej istocie podporządkowane są Bogu”. Problem rodzi się wówczas, kiedy wyniki nauk przyrodniczych odnosi się do kwestii istnienia Boga lub kiedy prowadzą one do wyłącznie materialnego ujęcia człowieka. W ten sposób wykraczają poza sferę badawczych możliwości i „zabierają” nieuprawniony głos w kwestiach teologicznych czy też filozoficznych.

Zadaniem Kościoła nie jest weryfikowanie teorii naukowych i dlatego Urząd Nauczycielski Kościoła nie może „zatwierdzić” teorii ewolucji jako jedynego wytłumaczenia powstania świata. Zadaniem nauki Kościoła jest ukazanie prawdy, że Bóg jest Stwórcą; zadaniem współczesnych nauk jest prowadzenie badań, by można było stwierdzić, w jaki sposób powstał świat. Teoria ewolucji tłumaczy zatem sposób powstania świata, człowieka i pozostaje w zgodzie z nauką Kościoła, kiedy uznaje Boga jako ostateczną przyczynę powstania świata i nie redukuje człowieka do wymiaru biologicznego.