CO TO ZNACZY, ŻE BÓG MA SYNA

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wyjść w naszym rozważaniu od doświadczenia zmartwychwstałego Jezusa i Jego obecności, jako że rozumienie przedwielkanocnego Jezusa wynika wyłącznie z faktu Paschy. Doświadczenie żywego i zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, aczkolwiek historycznie jest momentem wtórnym, dla wiary w Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego jest zasadniczo pierwszym1. Wiara ta jest darem Boga, który otwiera oczy i serce, aż do rozpoznania Jezusa i wyznania: „To jest Pan”. Cała późniejsza refleksja o Jezusie Chrystusie sytuuje się w tym podstawowym napięciu pomiędzy „znać” a „rozpoznać”, tj. pomiędzy wspomnieniem Jego obecności a doświadczaniem jej w realny sposób.

Dzieje Zmartwychwstałego przedłużają się w historii wiary, u której początku i końca staje On sam. Doznajemy Jego obecności na różnych płaszczyznach:

-jako doświadczenie duchowe, możliwe dzięki wierze chrześcijańskiej;

-jako dynamizm Kościoła, który głosi słowo i sprawuje sakramenty;

-jako życie wspólnoty chrześcijańskiej w świecie, jej aktywność w czynieniu miłosierdzia i pokoju, a także – a może przede wszystkim – w niesieniu nadziei zbawienia.

O ile w Starym Testamencie pojęcie Bożego Synostwa pojawia się w sposób marginalny, o tyle w Nowym Testamencie jest to centralna kategoria Ewangelii (Dobra Nowina). I tak u synoptyków prawda o Bożym Synostwie jest żywotnie połączona z przesłaniem Jezusa o Bogu Ojcu i o Królestwie Bożym. Szczególnie może w Kazaniu na górze zostaje podkreślona ta wyjątkowa jedność życia z Bogiem Ojcem, która wyraża się w określeniu „Abba”. Zmartwychwstanie objawia więc w sposób właściwy i pełny, kim Jezus był od samego początku: Jego historia jest rozumiana jako historia Syna, Jego życie jako życie Słowa Wcielonego, jego misja jako objawienie Ojca, a posłanie Ducha od Ojca i Syna – nakazem głoszenia.

Zawsze pozostaje jednak owo „więcej” i owo „więcej niż” w historii ziemskiego Jezusa kielichy mszalne. W egzystencji Jezusa można odnaleźć coś, co woła o nowe nazwanie tej rzeczywistości. Jezus leczy choroby, wyrzuca demony, staje wśród łudzi i oddaje ich Bogu, wprowadza życie w miejsca, gdzie wcześniej panowała śmierć. W swej nieustannej jedności z Bogiem objawia ludziom obecność Boga.

Jezus działa na mocy autorytetu, który nie wynika ani z przepowiadania, ani z jakiegoś ludzkiego ustanowienia. Jego autorytet i Jego wolność przenikają się nawzajem jako jedyna legitymizacja jego Synostwa. Jezus jest świadomy siebie i mówi o sobie „Syn Ojca”; pozostaje z Nim w relacji, która w odróżnieniu od relacji między ludźmi, przysługuje w absolutnej niepowtarzalności tylko Jemu* .

Jezus daje ludziom propozycję naśladowania Go, jakiej nie może uczynić żaden człowiek: „Chodź za mną” (Mt 19, 21; Mk 10, 21). Sąd Boga nad ludźmi dokonuje się w świetle tej odpowiedzi: decyzja wobec Jezusa jest jednocześnie decyzją wobec Boga. Tak więc Jezus ukazuje moc objawiającą Boga na mocy wzajemności z Nim6.

Dla św. Pawła Jezus jest Synem Bożym nie z racji jakiejś szczególnej właściwości, lecz z racji misji i zadania, którym odpowiada posłuszeństwo Syna (Rz 5, 19). Dlatego też ten kto przyjmuje postawę posłuszeństwa w wierze (Rz 1, 5), jest również synem Bożym na mocy dam i współdziedzicem Chrystusa.

Aby lepiej zrozumieć znaczenie Synostwa Bożego Jezusa Chrystusa, należy przyjrzeć się trzem perspektywom8.

Najpierw na bazie synowskiego posłuszeństwa mamy do czynienia z przeżytą historią Jezusa: z posłuszeństwem Ojcu, modlitwą, wiernością aż po Krzyż. Te sprawy są kluczowymi w rozumieniu Jezusa wobec Boga i jego realizacji jako człowieka. Jezus żyje jako Syn, modli się jako Syn i jest posłuszny aż do śmierci jako Syn.

Kolejnym doświadczeniem jest realność Zmartwychwstania i chwała Bożego Syna.

Absolutna nowość, jak i ostateczność Jezusa Chrystusa i Jego synostwa, przejawia się w rozumieniu Jego jako Kyrios – władcy wszystkiego.

W świetle tego co zostało przedstawione, możemy mówić o synostwie jako o najwyższej kategorii chrystologicznej. Warto jednak uzmysłowić sobie jeszcze, chociaż w niezwykłym skrócie, cały wysiłek Wspólnoty Kościoła dla zrozumienia rzeczywistości Jezusa Chrystusa.

Naukę Nowego Testamentu o Jezusie Chrystusie podsumowano w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, wykorzystując do jej sformułowania zarówno terminologię biblijną, jak i greckie pojęcia filozoficzne, odpierając przy okazji poglądy nieortodoksyjne.

W ten sposób powstały tezy dogmatyczne, które określają chrześcijańską wiarę w Jezusa Chrystusa.

Wiara ta jest zawarta w pierwszych wyznaniach i symbolach, dekretach soborów i dziełach Ojców Kościoła. Dotyczą one w szczególności Jezusa Chrystusa jako Boga i człowieka bielizna ołtarzowa. Jest On prawdziwym Bogiem, który rzeczywiście stał się człowiekiem (Wcielenie); jako Syn Boży (druga Osoba Trójcy — Słowo) został odwiecznie zrodzony przez Ojca; jest jednak współistotny Ojcu, tzn. Bóg jest jeden co do istoty, co potwierdziły Sobory Nicejski (325 r.) i Konstantynopolitański (381 r.). Zjednoczenie w osobie Jezusa Chrystusa bóstwa i człowieczeństwa (unia hipostatyczna) sprawia, że Maryję można nazwać Matką Bożą, Bogarodzicą (Sobór Efeski, 431 r.).

Wyznawszy fakt boskości i człowieczeństwa Jezusa Chrystusa, stwierdzono, że w Chrystusie istnieje on w jednej Osobie, bez zmieszania i bez rozłączenia, natura boska i natura ludzka, tzn. prawdziwe człowieczeństwo z duszą i ciałem (Sobór Chalcedoński, 451 r.); wola boska i ludzka odpowiadają tym dwóm naturom, są więc odrębne; ludzka podąża jednak za boską (III Sobór Konstantynopolitański, 681 r.).

 

CO OZNACZA IMIĘ JAHWE

Intrygują nas nasze własne imiona, które otrzymaliśmy na chrzcie św. i dlatego sięgamy po różnego rodzaju słowniki oraz leksykony, aby zrozumieć ich etymologię. Wiedząc Komu przypisujemy imię JAHWE, ciekawi nas tym bardziej jego znaczenie i pochodzenie. W starożytnym Izraelu i na Bliskim Wschodzie imiona osób, nazwy miejsc i rzeczy wiążą się w pewien sposób z ich istotą lub osobowością. Może to trochę przypominać nasze współczesne nadawanie komuś przydomka lub – w skrajnej, negatywnej postaci – przezwiska. Wyobraźmy sobie, w jaki sposób powstały nazwy typu: „chudzie-lec”, „rudzielec”, itp. Kiedy popatrzymy na nazwy starożytne, na dodatek nie wyrażone za pomocą języka polskiego, stykamy się ze zlepkiem nic nie mówiących nam liter. Przetłumaczenie danego wyrazu na język polski – o ile jest to możliwe – nie zawsze pozwala od razu odkryć, jak przebiegał proces powstawania nazwy własnej, jakie były np. cechy osoby, którą nazwa miała opisać.

Należy zatem najpierw uzmysłowić sobie, z jakim kręgiem kulturowym mamy do czynienia i przy pomocy jakiego języka została pierwotnie wyrażona dana nazwa własna. Do tego też zabiegu musimy odwołać się w przypadku „odszyfrowywania” imienia JAHWE. Zapis — i w konsekwencji brzmienie analizowanego przez nas imienia – jest skutkiem co najmniej kilku zabiegów lingwistycznych kustodia. Te natomiast zostały wymuszone poprzez religijne podejście osób, które musiały to imię wymówić. Mamy zatem do czynienia z określonym kręgiem kulturowym, który potrafimy zdefiniować i z określonym językiem, który również nie jest tajemnicą dla specjalistów. W analizie tego imienia będziemy posuwali się od ostatniego, końcowego etapu formowania się słowa JAHWE, aż dotrzemy do pierwotnej jego formy, do czegoś, co możemy nazwać samym rdzeniem tego wyrazu. To sedno wyrazi właśnie istotę osoby, do której to imię przynależy.

Omawiane przez nas imię JAHWE przynależy do języka hebrajskiego i występuje w Biblii 6828 razy. Język hebrajski, kiedy zaczął funkcjonować w swojej pierwotnej formie pisanej, nie posiadał samogłosek. Był to język spółgłoskowy. Samymi więc spółgłoskami zapisano też pierwotny tekst Biblii. Każdy człowiek, posiadający zdolność czytania, dodawał w odpowiednie miejsca samogłoski, aby móc wymówić dany wyraz. Sprawa stawała się jednak skomplikowana, kiedy chciano wymówić hebrajskie samogłoski JHWH. Tworzyły one tzw. tetragram (wyraz pochodzenia greckiego, oznaczający dosłownie „cztery litery”). Taki układ czterech spółgłosek oznaczał imię Boga. To imię dla Żydów było jednak tak święte, że po prostu go nie wymawiano. Chcąc uniknąć nadużywania imienia Boga, posługiwano się słowem zastępczym Adonaj („mój Panie” lub „mój wielki Pan”), aby nie zgrzeszyć przeciwko długiemu przykazaniu Dekalogu, które brzmi: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno” (Wj 20, 7). Określenie to stanowiło majestatyczną formę liczby mnogiej słowa Adon. Wymawianie imienia zastępczego w miejsce właściwego wpłynęło także na późniejszą pisownię tegoż imienia. Otóż, kiedy do pierwotnego żydowskiego języka spółgłoskowego dopisano samogloski, uzupełniono także tetragram J-H-W-H. Uzupełniono go jednak o samogłoski zaczerpnięte ze słowa a-D-o-N-a-J. Przy czym, według ortografii hebrajskiej, z pierwszego „a” powstało „e” i wystarczyła niekompetencja średniowiecznych tłumaczy, by powstał zapis JeHoWaH. Użycie takich a nie innych samogłosek miało na celu przypominanie czytelnikowi, że nie powinien wymawiać świętego imienia, lecz wciąż zastępować go słowem Adonaj. W rzeczywistości jednak powstało imię, które należało czytać i wymawiać JAHWEH.

Tak utworzona nazwa bardzo przypomina 3 osobę liczby pojedynczej czasownika „być”, przy czym samogłoska „a” sugeruje dodatkowo temat sprawczy czy też przyczynowy tego czasownika. Należałoby więc tę formę rozumieć jako „sprawi bycie”. Dla lepszego zrozumienia momentu powstania tego imienia warto odwołać się do sceny biblijnej, w której Pan Bóg niejako przedstawia się Mojżeszowi: „Jestem, który jestem” (por. Wj 3, 14-15). Autor natchniony bardzo wyraźnie zwraca uwagę na podstawowy przymiot Osoby, którą opisuje, na Jego istnienie stuła fioletowa. Porównajmy to ze słowami ostatniej biblijnej księgi, a mianowicie Apokalipsy. Święty Jan wyraża imię Boga słowami: „Który jest, Który był i Który przychodzi” (por. Ap 1, 8). Imię JAHWE, wywodzące się najprawdopodobniej z formy niedokonanej hebrajskiego czasownika „być”, oznacza zatem stałą obecność Boga, a na dodatek obecność, która „stwarza bycie”. Jest to bardzo wyraźna aluzja to tego, aby widzieć w tym imieniu Stwórcę i Władcę historii. Bóg Starego Testamentu, objawiający się w imieniu Jahwe, to przede wszystkim Bóg, który wskazuje na swoje istnienie. W Nowym Testamencie objawi się jako Miłość. Dopiero w połączeniu tych dwóch podstawowych przymiotów Boga, możemy mówić o pełni Objawienia, także w stosunku do objawienia imienia Bożego. BÓG JEST MIŁOŚCIĄ – oto jego pełne Imię.

SKĄD WIEMY, ŻE ISTNIEJĄ: BÓG, NIEBO, ZBAWIENIE

Pytanie o istnienie Boga należy do fundamentalnych pytań, jakie stawia sobie człowiek. Poznając i nieustannie obserwując świat i siebie, człowiek dochodzi do granicy tego, co niepoznawalne zmysłowo, niedotykalne, niedoświadczalne. Wnikliwa obserwacja prowadzi do postawienia pytania o źródło pochodzenia otaczającego świata i samego człowieka (ludzkości). Namacalna rzeczywistość niejako wymusza istnienie rzeczywistości pozaziemskiej, boskiej.

Przypomnijmy tylko, że do uznania istnienia Boga prowadzi poszukiwanie przyczyn zjawisk zachodzących we wszechświecie (przyjmujemy założenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny). Ponieważ w powstającym łańcuchu przyczyn nie można iść w nieskończoność, trzeba uznać istnienie przyczyny pierwszej. Tą pierwszą przyczyną wszystkich rzeczy jest Bóg – Stwórca. Inną drogą poznania istnienia Boga jest samo istnienie człowieka, obdarzonego życiem wewnętrznym, duchowym. Niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji i własnej inteligencji, człowiek posiada wymiar istnienia nieporównywalny z życiem jakichkolwiek innych istot żywych. Materia nie mogła na drodze ewolucyjnej wytworzyć życia ducha, a więc musi ono pochodzić z zewnątrz – od Duchowego Dawcy. Oczywiste jest, że jest nim Bóg.

Możliwość poznania istnienia Boga bez pomocy Objawienia stanowi integralną część nauczania Kościoła. Sobór Watykański I w odwołaniu do tekstów biblijnych naucza, że „Naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych na pewno poznać Boga, początek i koniec wszystkich rzeczy”. Kontynuacją tego nauczania jest wypowiedź Soboru Watykańskiego II, stawiającego czoła zjawisku ateizmu .

Zupełnie innymi zagadnieniami są istnienie zbawienia i nieba. Nasza wiedza w tej materii polega na Objawieniu Bożym, przekazanym nam przez Pismo Święte i Tradycję Kościoła.

Zbawienie jest sposobem działania Boga na ziemi. Polega ono na podźwignięciu człowieka upadłego, naznaczonego grzechem. Człowiek dotknięty słabością potrzebuje i oczekuje pomocy, czyli wybawienia. Bóg nie pozostawia człowieka samego w jego pragnieniach, ale wypełnia je, posyłając na świat Zbawiciela. Człowiek bowiem nie byłby w stanie sam z siebie odzyskać utraconej przez grzech wspólnoty z Bogiem. Zbawicielem człowieka jest Jezus, Syn Boży, „który dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy” (por. Credo). O tym, że istnieje zbawienie poucza nas Pismo Święte. Już w Starym Testamencie modlono się do Boga o zbawienie i zesłanie Zbawiciela. Nowy Testament od początku akcentuje zbawczą misję Jezusa. Już na pierwszych kartach Ewangelii Jezus nazywany jest Zbawicielem.

Ostatnia część postawionego pytania dotyczy problemu nieba. Nazwą tą określamy całą rzeczywistość pozaziemską, przekraczającą wszystko co widzialne, uchwytne

i obliczalne, a jednocześnie pozbawioną trudu, cierpienia czy smutku. Nie jest ono zapewne miejscem, ale pewnym „innym” wymiarem istnienia. Nie mamy wątpliwości, że w niebie jest Bóg. Możemy powiedzieć nawet więcej, że niebem jest On sam. O istnieniu nieba świadczy działalność i nauczanie Jezusa. Pan Jezus, nauczając o niebie, używał często terminów: Królestwo Niebieskie, Królestwo Boże. W Ewangelii według św. Jana o niebie mówi się jak o domu Ojca.

Istnienie Boga jest prawdą wiary, do której można dojść na drodze dociekań rozumowych. Rozeznając istnienie Boga, człowiek nabiera do Niego zaufania, powierza się Bogu. Jego Boski Autorytet objawia i poświadcza istnienie niematerialnych rzeczywistości zbawienia i nieba.

CZY NAUKA KOŚCIOŁA JEST SPRZECZNA Z TEORIĄ EWOLUCJI?

Czytając pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju można odnieść wrażenie, iż Biblia przedstawia nam kreacjonistyczną wersję stworzenia świata. Miałby on powstać na przestrzeni kilku dni, podczas których Bóg powoływał do istnienia materię, świat ożywiony, a w końcu samego człowieka. Czy obraz stworzenia świata zawarty w Biblii przeczy teorii ewolucji (pod tym pytaniem zazwyczaj kryje się pojęcie ewolucji biologicznej)? Czy należy opowiedzieć się po stronie kreacjonizmu, czy też ewołucjonizmu?

Starotestamentalny tekst Księgi Rodzaju wskazuje, że wszystkie istoty żywe pochodzą ostatecznie od Boga. Słowo „stworzyć” zawsze łączy się z Bogiem jako podmiotem i oznacza powołanie czegoś do życia bez istniejącego uprzednio materiału. Świat został stworzony przez Boga, ze względu na człowieka będącego Jego partnerem w dialogu. Taką podstawową myśl przekazuje nam natchniony tekst. Nie jest on naukowym opisem stworzenia świata, lecz przekazem treści o charakterze religijnym: Bóg jest Stwórcą świata i człowieka. Otwartą kwestią jest sposób, w jaki świat został stworzony…

Dominujący dziś pogląd stanowi teoria ewolucji, pojmowana jako ciągły rozwój organizmów, które mają coraz bardziej złożoną budowę i dzięki temu pełnią różne funkcje. Organizmy przystosowują się do życia w otaczającym je środowisku, a także do gatunków, które z nimi sąsiadują. Czy należy zatem oddzielić treść religijną przekazaną przez Objawienie od wyników badań naukowych zmierzających do odpowiedzi, w jaki sposób powstał świat?

Teoria ewolucji w pełni zgadza się z nauką Kościoła, gdy nie wyklucza ostatecznego odniesienia do Boga Stwórcy. To, co istnieje, odnoszone jest ostatecznie do Boga -przyczyny istnienia. Jedynie Bóg nie ma przyczyny istnienia. Jan Paweł II podczas audiencji generalnej (29 I 1986 r.) powiedział: „Dlatego wypowiedzi (Biblii) nie sprzeciwiają się w żaden sposób ogólnej teorii ewolucji świata, jeśli ogranicza się ona do przy-rodoznawczo-weryfikowalnych wyników”, bowiem „rzeczy u samych swoich podstaw noszą ślady zależności; wszystkie one w swojej najgłębszej istocie podporządkowane są Bogu”. Problem rodzi się wówczas, kiedy wyniki nauk przyrodniczych odnosi się do kwestii istnienia Boga lub kiedy prowadzą one do wyłącznie materialnego ujęcia człowieka. W ten sposób wykraczają poza sferę badawczych możliwości i „zabierają” nieuprawniony głos w kwestiach teologicznych czy też filozoficznych.

Zadaniem Kościoła nie jest weryfikowanie teorii naukowych i dlatego Urząd Nauczycielski Kościoła nie może „zatwierdzić” teorii ewolucji jako jedynego wytłumaczenia powstania świata. Zadaniem nauki Kościoła jest ukazanie prawdy, że Bóg jest Stwórcą; zadaniem współczesnych nauk jest prowadzenie badań, by można było stwierdzić, w jaki sposób powstał świat. Teoria ewolucji tłumaczy zatem sposób powstania świata, człowieka i pozostaje w zgodzie z nauką Kościoła, kiedy uznaje Boga jako ostateczną przyczynę powstania świata i nie redukuje człowieka do wymiaru biologicznego.